piątek, 12 lutego 2021

"Jeżeli tamto pierwsze przyjście poprzedził adwent, to i teraz czujemy potrzebę nowego adwentu. Jeśli w tamtym pierwszym adwencie zajaśniała na horyzoncie dziejów zbawienia Gwiazda Zaranna przed wzejściem Słońca Sprawiedliwości i Łaski — Maryja przed przyjściem Chrystusa — to i teraz trzeba, ażeby zaświeciła na nowo..."

 Homilia wygłoszona w czasie Mszy św. w kaplicy Cudownego Obrazu

Częstochowa, 1987-06-13


1. „Cokolwiek wam rzecze, czyńcie” (por. J 2, 5).

Jakże bardzo pragnąłem w czasie obecnej mojej pielgrzymki do Ojczyzny być tutaj. Być na Jasnej Górze, uklęknąć w tej kaplicy, sprawować tutaj Najświętszą Ofiarę.

Oto rozpoczął się od Pięćdziesiątnicy Rok Maryjny. Ta okoliczność jeszcze bardziej ożywiała moje pragnienie. Rok Maryjny w okresie przygotowań Kościoła i ludzkości do dwutysięcznego roku od narodzenia Chrystusa. Jeżeli tamto pierwsze przyjście poprzedził adwent, to i teraz czujemy potrzebę nowego adwentu. Jeśli w tamtym pierwszym adwencie zajaśniała na horyzoncie dziejów zbawienia Gwiazda Zaranna przed wzejściem Słońca Sprawiedliwości i Łaski — Maryja przed przyjściem Chrystusa — to i teraz trzeba, ażeby zaświeciła na nowo...


2. Matka Jezusowa w Kanie Galilejskiej wskazuje na Syna i mówi do sług uczty weselnej: „Cokolwiek On wam powie, to uczyńcie”.

Z Maryją Jasnogórską przeżywaliśmy na ziemi polskiej tysiąclecie chrztu. Potem przyszedł jeszcze jubileusz Jej błogosławionej wśród nas obecności w tym Jasnogórskim Wizerunku od sześciuset lat. A obecnie przez ziemię ojczystą wiedzie szlak Eucharystycznego Kongresu.

Czy w ten sposób nie powtórzyło się raz jeszcze wydarzenie z Kany Galilejskiej? Czy to nie Matka wskazała na Syna, na tę miłość, którą do końca nas umiłował, a która sakramentalnie stale jest obecna w Eucharystii? Czy to nie Ona — stąd, z Jasnej Góry, prowadzi nas po tym eucharystycznym szlaku przez polskie miasta i wsie? Przez polskie serca i dusze nieśmiertelne?


„Cokolwiek wam rzecze — to czyńcie”.

A On, Chrystus, to właśnie nam powiedział, w przeddzień swojej męki i śmierci, zanim miał się objawić ostatni znak: Jego zmartwychwstanie — to właśnie nam powiedział: „Oto jest Ciało... które za was zostanie wydane... oto jest Krew... która za was będzie przelana... To czyńcie...” (por. Łk 22, 19-20; por. 1 Kor 11, 24-25).

Tak powiedział. I odtąd Eucharystia stała się Najświętszym Sakramentem Kościoła. Stała się znakiem nieomylnym Odkupiciela świata. Stała się codzienną zapowiedzią „przyszłego wieku” w królestwie Bożym.

3. „Cokolwiek wam rzecze”.

Tak. Chrystus mówi. Mówi w Kanie Galilejskiej do sług: „Napełnijcie stągwie wodą i zanieście przełożonemu wesela” (por. J 2, 8). Mówi tym pierwszym znakiem, który zrodził wiarę Jego uczniów.

I mówi całą Ewangelią: dobrą nowiną czynów i słów. Mówi wreszcie słowem Krzyża — i słowem Zmartwychwstania.

Tak. Mówi mocą czynów i mocą słów. Mówi sobą! On sam jest pełnią objawienia Boga żywego. On sam jest „pełnią czasów” (Ga 4, 4) ludzkiego zbawienia.


O czym mówi? Czemu daje świadectwo? Odpowiada na to św. Paweł słowami Listu do Galatów. Chrystus daje świadectwo Ojcu, temu Bogu, do którego On jeden mógł się zwracać wołaniem Abba — bo On jeden jest Synem: przedwiecznie zrodzonym i jednorodzonym.

I tylko za Jego sprawą, za sprawą tajemnicy paschalnej swego Syna, Ojciec „wysyła Ducha Świętego do serc naszych” (por. Ga 4, 6). Zstąpienie zaś Ducha, który jest Duchem Syna, do serc ludzkich, sprawia, że i my jesteśmy synami. Otrzymaliśmy bowiem „przybrane synostwo” (Ga 4, 5).

Syn Boga uczynił nas synami Bożymi. To jest owoc — dojrzały owoc — tej miłości, którą nas umiłował: miłości „aż do końca” (por. J 13, 1).


4. „Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem” — woła Apostoł (Ga 4, 7). Być synem — to znaczy być wolnym.

Niegdyś krew wielkanocnego baranka na odrzwiach domów izraelskich w Egipcie była znakiem wyzwolenia: wezwania do wolności.

Znakiem tego wezwania jest jeszcze bardziej Krew Chrystusa na krzyżu — i Eucharystia na ołtarzach całego świata.


Dar wolności. Trudny dar wolności. Tylko ten, kto jest wolny, może — także — stać się niewolnikiem.

Dar wolności. Trudny dar wolności człowieka, który sprawia, że wciąż bytujemy pomiędzy dobrem a złem. Pomiędzy zbawieniem a odrzuceniem.


Wolność wszakże może przerodzić się w swawolę. A swawola — jak wiemy również z naszych własnych dziejów — może omamić człowieka pozorem „złotej wolności”.

Co krok jesteśmy świadkami, jak wolność staje się zaczynem różnorodnych „niewoli” człowieka, ludzi, społeczeństw. Niewola pychy i niewola chciwości, i niewola zmysłowości, i niewola zazdrości, niewola lenistwa... I niewola egoizmu, nienawiści...

Człowiek nie może być prawdziwie wolny, jak tylko przez miłość. Miłość Boga nade wszystko i miłość ludzi: braci, bliźnich, rodaków... Tego właśnie uczy nas Chrystus, który do końca umiłował. O tym mówi Eucharystia — najświętsze dziedzictwo przybranych dzieci Bożych.


5. Pani Jasnogórska! Nie przestawaj z nami przebywać! Nie przestawaj powtarzać nam tych słów z Kany Galilejskiej: „Cokolwiek wam rzecze, to czyńcie”.

Nie przestawaj wskazywać na Twojego Syna. Nie przestawaj przybliżać nas do sakramentu Jego Ciała i Krwi.

To wszakże z Ciebie wziął to Ciało i tę Krew, które za nas złożył w ofierze Golgoty.

Niech trwa na polskiej ziemi to eucharystyczne wychowanie ludzkiej wolności z pokolenia na pokolenie.

Szczególnie w tym pokoleniu, na nowo zagrożonym zwątpieniem. Bądź nadal naszą Matką i Wychowawczynią.

„Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”.

czwartek, 11 lutego 2021

"Parafie nie zawsze są w stanie sprostać wszystkim potrzebom religijnym, którym Kościół powinien wychodzić naprzeciw. Właśnie po to między innymi Bóg powołał w swoim Kościele tak liczne zakony, aby nikogo z tych, którzy szukają w Kościele pomocy duchowej, nie spotkał zawód."

 Przemówienie do osób konsekrowanych

Kielce, 1991-06-03

Drodzy Bracia i Siostry,

1. Witam was i jak najserdeczniej pozdrawiam całą tą głębią, mocą i żarliwością Pawłowych słów z Listu do Kolosan (3,1-4.12-17). Trudno doprawdy znaleźć tekst równie bogaty i równie zaadresowany do was, którzy tutaj reprezentujecie rodziny zakonne z całej Polski. Trudno odczytywać te słowa natchnione, aby "serce nasze nie pałało" (por. Łk 24,32) miłością i wdzięcznością dla Ojca, który "nas uzdolnił do uczestniczenia w dziale świętych w światłości" (Kol 1,12).

Ten "dział świętych" to wszakże szczególne wasze powołanie. Chociaż bowiem jest ono powszechne i skierowane do całego Ludu Bożego, to do was odnosi się w sposób szczególny. Rzec można, iż świętość, dążenie do świętości jest szczególną racją bytu waszych wspólnot, a w tych wspólnotach każdej osoby konsekrowanej.


2. Konsekracja. Dotykamy tutaj pojęcia kluczowego. Jeżeli bowiem do wszystkich ludzi, a bardziej jeszcze do wszystkich ochrzczonych odnosi się to, co Apostoł pisze o "uwolnieniu spod władzy ciemności i przeniesieniu do królestwa Syna umiłowanego" (por. Kol 1,13) - to do was odnoszą się te słowa w sposób szczególny.

Konsekracja osoby - profesja zakonna - to szczególne "zapuszczenie korzeni w Chrystusie" (por. Kol 2,7), aby "na Nim budować całe swe życie i postępowanie" (por. tamże). Kiedy Chrystus mówi: "Pójdź za Mną" (por. Mt 19,21), to znaczy właśnie: "Zapuść we Mnie korzenie" - Ja pragnę być glebą urodzajną twojego wzrastania, twojego budowania się w duchu. We Mnie jest "odkupienie", jest "odpuszczenie grzechów" jako proces duchowego dojrzewania człowieka: odkupienie jako "nowe stworzenie", wszystkie te "skarby mądrości i umiejętności", cała "pełnia łaski i prawdy", dzięki której każdy człowiek może się stać "doskonałym czcicielem Ojca": takim, który czci Boga "w duchu i prawdzie" (por. J 4,23).


3. Apostoł wskazuje na szczególną intensywność tego, co na początku urzeczywistnia się przez chrzest. "Umarliście (...) i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu" (Kol 3,3). Tak, każdy człowiek staje się w sposób sakramentalny uczestnikiem śmierci Odkupiciela, ażeby uczestniczyć w Jego zmartwychwstaniu: w nowym życiu, które to zmartwychwstanie Pana objawia.

To, co w chrzcie jest sakramentem, sakramentalnym początkiem życia w Chrystusie - to w konsekracji zakonnej staje się szczególnym programem życia. Staje się regułą i charyzmatem. Staje się świadectwem i apostolstwem. Jest przepowiadaniem Chrystusa nie tylko słowem, ale samym wyborem życia, sięgającym do najgłębszych wskazań Ewangelii: "Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a (...) potem przyjdź i chodź za Mną!" (Mt 19,21): w ubóstwie, w posłuszeństwie, w czystości.


"Umarliście (...) i wasze życie jest ukryte (...) w Bogu" - pisze Apostoł (Kol 3,3). A równocześnie: "Powstaliście z Chrystusem z martwych (...), szukajcie tego, co w górze, nie tego, co na ziemi" (por. Kol 3,1-2).

Jesteście świadkami królestwa, które nie jest z tego świata. Należycie do rodziny tych, którzy "dla królestwa niebieskiego" porzucili wszystko, którzy świadczą wszystkim i wszędzie: "Przemija (...) postać tego świata" (1 Kor 7,31), "niebo i ziemia przemijają, słowo Boże nie przemija" (por.Mk 13,31 ; Łk 21,33).

Bądźcie pozdrowieni wy wszyscy, bracia i siostry, którym Duch Święty pozwala być wśród świata świadkami żywego Boga.

4. Życzę wam owocnego świadczenia zwłaszcza tu, na polskiej ziemi, na tej ziemi, która poprzez pokolenia tak wiele wam zawdzięcza - i która na obecnym etapie swych dziejów tak bardzo waszego świadczenia potrzebuje.

Otóż nie można być świadkiem Boga, jeśli się do Niego nie należy całym sercem. To przede wszystkim starajcie się naśladować w Jezusie Chrystusie: Jego całkowite oddanie Ojcu. Naśladowanie Chrystusa - jak uczy ostatni Sobór - jest przecież najwyższą i ostateczną regułą wszystkich zakonów katolickich (por. Perfectae caritatis, 2).


Naśladujcie zatem samego Chrystusa w Jego absolutnym wsłuchaniu się w wolę Ojca: "Nie szukam własnej woli - mówi Jezus o sobie - lecz woli Tego, który Mnie posłał" (J 5,30). Naśladujcie Jezusa w Jego modlitwie podczas długich godzin spędzanych sam na sam przed obliczem Ojca (por. Mt 14,23Łk 6,12; 11,1). Naśladujcie Jego całkowite oddanie Ojcu nawet w nocy Ogrójca (por. Mt 26,39) i w godzinie Kalwarii (por. Łk 23,46).

Raz jeszcze życzę wam serdecznie - zarówno każdemu i każdej z was, jak wszystkim waszym wspólnotom - abyście byli dobrymi świadkami Boga. "Tak niechaj świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 5,16).


5. Wiele znojnej pracy czeka was dziś, kochane siostry i drodzy bracia. Ci z was, którzy są katechetami i katechetkami, dobrze wiedzą, że powrót religii do szkół wymaga od was istotnego pogłębienia zarówno kwalifikacji nauczycielskich, jak gorliwości duszpasterskiej. Obyście tylko sprostali temu zadaniu!


Szczególnie wiele waszej ofiarności potrzebuje dzisiaj Kościół w dziedzinie charytatywnej. Rozumiem dobrze, że nie jest rzeczą łatwą odbudować to, co przed kilkudziesięciu laty zostało zniszczone. Zresztą czasy się zmieniły: do niektórych dawnych form nie warto już wracać; ponadto wyrosły nowe potrzeby, nieraz bardzo dotkliwe (na przykład potrzeba zajęcia się ofiarami narkomanii czy dotkniętymi chorobą AIDS). Są też potrzeby, które dziś lepiej dostrzegamy niż dawniej: na przykład potrzeba podania ręki kobiecie w błogosławionym stanie, której trudno przyjąć swoje poczęte dziecko z radością. Jedno jest pewne: zakony, zwłaszcza te, w których powołaniu leży działalność charytatywna czy zajmowanie się trudną młodzieżą, czeka ogromny wysiłek wejścia w realizację swego charyzmatu. Ufam, że nie zabraknie wam zrozumienia i pomocy zarówno pasterzy Kościoła, jak wiernych.


Również zakony powołane szczególnie do głoszenia słowa Bożego i do pracy duszpasterskiej potrzebują odnowy swego charyzmatu. Parafie nie zawsze są w stanie sprostać wszystkim potrzebom religijnym, którym Kościół powinien wychodzić naprzeciw. Właśnie po to między innymi Bóg powołał w swoim Kościele tak liczne zakony, aby nikogo z tych, którzy szukają w Kościele pomocy duchowej, nie spotkał zawód.


Wielu ludzi w Polsce tęskni za głębszym życiem modlitwy. Gdzie, jeśli nie w klasztorach, mają oni znaleźć nauczycieli modlitwy i kierowników duchowych? Życzę ponadto polskim zakonnikom i zakonnicom, aby zastanawiali się nad sposobem odnowienia tej tradycyjnej klasztornej gościnności, która polegała na otwieraniu furty przed ludźmi poszukującymi duchowej odnowy i pogłębienia.


Specjalne słowo kieruję do męskich i żeńskich zakonów ściśle kontemplacyjnych. Wy macie szczególną część w działalności i życiu wierzącego i modlącego się Kościoła. Jesteście jakby na śladach apostołów, którzy oczekując zesłania Ducha Świętego, "trwali jednomyślnie na modlitwie razem z (...) Maryją, Matką Jezusa" (Dz 1,14); na śladach samej Bogarodzicy, która sprawy Syna swojego zachowywała i rozważała w swoim sercu (por. Łk 2,19.51).

Wasze oddanie się Bogu, przeżywanie całego swojego życia jako swoistego dyżuru modlitwy i ascezy ukazuje i wyraża najgłębszą istotę powołania chrześcijańskiego. Jest to wielka łaska dla tego, kto ją otrzymuje, wielka łaska dla Kościoła, bo kontemplacja i umartwienie osób konsekrowanych jest szczególną siłą i gwarantem skuteczności jego apostolstwa. Dlatego też Vaticanum II nazywa was "ozdobą Kościoła i zdrojem łask niebieskich" (Perfectae caritatis, 7).

6. O dwóch wymiarach waszego powołania zakonnego już powiedziałem, pozostał jeszcze wymiar trzeci. Mówiłem o naśladowaniu Chrystusa Pana w Jego posłuszeństwie woli Ojca.

Wynika stąd dla was powinność codziennej troski o własne życie duchowe, konieczność stałej formacji i pracy nad sobą - rzecz jasna, takiej pracy nad sobą, której pierwszym sprawcą jest sam Duch Święty i która swoją skuteczność czerpie ze słowa Bożego oraz sakramentów.


Istnieje jeszcze jeden nie mniej ważny wymiar powołania zakonnego. Kościół powinniście budować, kochane siostry, drodzy ojcowie i bracia, nie tylko we własnym wnętrzu i nie tylko w pracy zewnętrznej, ale również we własnych zakonnych wspólnotach. Przypomniał nam o tym apostoł Paweł we fragmencie Listu do Kolosan, który przed chwilą przeczytaliśmy: "Jako wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość" (3,12).

Spróbujcie przyjąć te słowa jako wskazanie Boże, z którym możecie porównać rzeczywistość waszych zakonnych wspólnot, aby coraz bardziej zbliżać się do Bożych oczekiwań. Ten Bóg, który nas powołał, dobrze wie, że jesteśmy słabymi ludźmi.

Chodzi jednak o to, abyście się starali "znosić jedni drugich i wybaczać sobie nawzajem", bo i "Pan wam wybaczy" (por. Kol 3,13). A nade wszystko troszczcie się o "miłość, która jest więzią doskonałości" (Kol 3,14). Jeszcze jedno: "Sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy" (Kol 3,15). Jeśli to wszystko przyjmiecie i weźmiecie sobie do serca, to mimo waszych ułomności będziecie prawdziwie zakonnymi wspólnotami.


Drodzy bracia i siostry, tak wielkich celów nie osiąga się przez same tylko postanowienia. Musi was cechować trwałe otwarcie się na dary Boże. "Słowo Chrystusa niech w was przebywa z [całym swym] bogactwem" (Kol 3,16) - przypomina Apostoł. I nie wolno nam słowa Bożego zatrzymywać tylko dla siebie, trzeba się nim dzielić z naszymi braćmi i siostrami: "Z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie się wzajemnie" (por. tamże). Nieocenioną przy tym rolę w budowaniu prawdziwej wspólnoty wiary spełnia cały rytm liturgii i modlitwy, który winien ożywiać każdy dom zakonny. Dla św. Pawła jest czymś oczywistym, że "psalmy, hymny, pieśni pełne ducha" budują w poszczególnych członkach wspólnoty radość wewnętrzną.


7. Zaprawdę wspaniałe są dary Boże! Wszak Jezus Chrystus, którego imię ogarnia całe nasze życie i przez którego zbliżamy się do Ojca, jest Synem Bożym, "przez którego i dla którego wszystko zostało stworzone (...) i w Nim wszystko ma istnienie" (por. Kol 1,16 n.). Jeśli zatem jesteśmy napełnieni Chrystusem - a osoby konsekrowane Chrystus szczególnie chce sobą napełniać - to "w Nim zostaliśmy napełnieni" (por. Kol 2,10) tym wszystkim, co do Niego należy, to znaczy całym Bożym bogactwem - stworzeniem.

Oto najgłębszy sens ślubu ubóstwa. Po to wyzbyliście się własności rzeczy materialnych, aby w Chrystusie cały świat stał się waszą poniekąd własnością: już nie taką własnością, która utrudnia dostęp do Boga, ale własnością według pierwotnego Bożego zamysłu. Kto jest po Bożemu ubogi, otrzymuje cały świat jako miejsce swojego obcowania z Bogiem. Bo cały świat jest stworzony przez Chrystusa i w Chrystusie i Chrystus "podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi" (Hbr 1,3). Jeśli zatem należycie do Chrystusa, "wszystko jest wasze" (1 Kor 3,22).

Niech więc to dzisiejsze spotkanie z papieżem pomoże wam, drodzy siostry i bracia - mówię naprzód: siostry, bo jest ich więcej, dużo więcej - niech pomoże wam ożywić wasze śluby zakonne. Umiejcie też całe dzieło stworzenia przyjmować jako wspaniały dar Boży.


8. Osoba konsekrowana, obcując przez Chrystusa z całym dziełem stworzenia w jego pierworodnej głębi i bogactwie, równocześnie jest też przez Chrystusa głęboko "zakorzeniona" w Kościele.

Chrystus wszakże "jest Głową Ciała-Kościoła" (Kol 1,18). Kościoła pielgrzymującego w kierunku eschatologicznych przeznaczeń: Chrystus "jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał (...) [Bóg] aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą (...) wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża" (Kol 1,18-20).


9. Drodzy bracia i siostry! Wysłuchaliśmy natchnionych słów Listu do Kolosan. Jakże wspaniałe jest - w ich świetle - powołanie każdego chrześcijanina! Jakże wspaniałe jest wasze powołanie!

Czyńcie wszystko, aby wzrok waszej duszy coraz szerzej był otwarty na te "skarby mądrości i umiejętności" (Kol 2,3). Błagajcie też na kolanach, abyście umieli te skarby przybliżać innym - młodym chłopcom i dziewczętom - by znajdowali swą drogę za Chrystusem. Tyle otwarło się pól "gotowych do żniwa". Tak bardzo potrzeba żniwiarzy. Proście! Natarczywie "proście (...) Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na żniwo swoje" (Łk 10,2).


Dziś rano spotkałem się w Lubaczowie nie tylko z tamtejszą wspólnotą, ale także z wielu przybyszami spoza granic, nawet z dalekich stron. I tam w szczególny sposób mi się to uświadomiło. Szkoda, że was tam nie było, ale co zrobić - przynajmniej wam przynoszę tutaj echo tamtego spotkania i tamtego doświadczenia, które nie jest tylko lubaczowskie, lokalne - ono sięga w cały Wschód, bardzo doświadczony latami systematycznej, brutalnej ateizacji, bardzo oczekujący, bardzo głodny i spragniony. Zresztą nie tylko Wschód, ale my tu jesteśmy bliżej Wschodu.

I niech świadectwo waszego życia będzie przejrzyste i pociągające! Niech będzie zbawcze - tu, na tej ziemi i wszędzie, gdzie Pan żniwa zechce was posłać!

środa, 10 lutego 2021

"Tu, na tym miejscu, trzeba w sposób szczególny prosić Pana dziejów przez pośrednictwo świętych patronów Polski, Litwy i Rusi, aby to dobro, które łączy, zawsze okazywało się mocniejsze od wszystkiego, co w ciągu dziejów, a zwłaszcza w czasach ostatnich, różniło i dzieliło - czasem aż do przelewu krwi. I niech na to wszystko - na całą naszą teraźniejszość i przyszłość - nadal patrzą macierzyńskie oczy Maryi z Jej starożytnego obrazu w katedrze lwowskiej, gdzie król Jan Kazimierz po doświadczeniach "potopu" składał swe historyczne śluby w 1656 r."

 Przemówienie wygłoszone podczas nawiedzenia katedry

Lubaczów, 1991-06-02

Czcigodni i drodzy Bracia i Siostry!
Arcybiskupie Marianie - spadkobierco apostolskiego dziedzictwa błogosławionego Jakuba Strzemię!

1. Z wielkim wzruszeniem staję w ten niedzielny czerwcowy wieczór w progach prokatedry w Lubaczowie! Wzruszenie to pochodzi również z motywów osobistych - i pozwólcie, że naprzód temu dam wyraz.

Po raz pierwszy byłem tutaj w dniu 15 września 1958 r., uczestnicząc w srebrnym jubileuszu sakry śp. arcybiskupa Eugeniusza Baziaka, metropolity lwowskiego. W ostatnich miesiącach II wojny światowej ksiądz arcybiskup przejął sukcesję metropolitalnego Kościoła we Lwowie po zmarłym swoim poprzedniku, arcybiskupie Bolesławie Twardowskim.

Przejął sukcesję nad wyraz trudną, wypadałoby rzec: dramatyczną. Tak. Jego biskupie posługiwanie Boża Opatrzność wpisała w wielki dziejowy dramat. Czyż nie było takim dramatem to, co nastąpiło w wyniku decyzji jałtańskich? Czyż nie był takim dramatem dla pasterza przymus opuszczenia starożytnej stolicy metropolitów łacińskich, czcigodnej lwowskiej katedry i tylu wspaniałych świątyń tego miasta oraz całej archidiecezji?

Pamiętam, że kiedy świętowaliśmy w Lubaczowie dwudziestopięciolecie jego biskupiej sakry, arcybiskup związał całe swe biskupie itinerarium z liturgiczną tajemnicą dnia: 15 września - święto Matki Bożej Bolesnej, Maryi stojącej pod krzyżem swego Syna. I święto biskupa, któremu wypadło stanąć pod krzyżem swego Kościoła.

Ja sam zaciągnąłem wobec metropolity lwowskiego olbrzymi dług. Dane mi było w dwa tygodnie po owym spotkaniu w lubaczowskiej prokatedrze przyjąć z jego rąk święcenia biskupie w katedrze na Wawelu, aby jako biskup wspomagać pasterską posługą arcybiskupa Eugeniusza aż do jego śmierci w czerwcu 1962 r.


2. To wspominanie każe nam iść ku samym początkom chrześcijaństwa i Kościoła na tych ziemiach, które zgodnie z historyczną tradycją przywykliśmy nazywać Grodami Czerwieńskimi.

Druga nazwa to ziemia halicka od miasta Halicz, które - wcześniej jeszcze niż Lwów - było tutaj ośrodkiem w znaczeniu politycznym oraz kościelnym.

Kiedy król Kazimierz Wielki ustanawiał na tych ziemiach biskupstwo łacińskie, które później z Halicza zostało przeniesione do Lwowa, istniało tu już biskupstwo rytu bizantyńsko-słowiańskiego związane z metropolią kijowską. Tak więc od samego początku znajdujemy się na obszarze spotkania dwóch tradycji chrześcijańskich i dwóch kultur: bizantyńskiej, związanej z Rusią, i łacińskiej, związanej z Polską, naprzód jeszcze piastowską, później jagiellońską. To, co rozwinęło się z kolei w Rzeczpospolitą wielu narodów, ma właśnie w metropolii lwowskiej swój punkt odniesienia, podobnie jak historyczne dziedzictwo Piastów miało swój punkt odniesienia w metropolii gnieźnieńskiej.


3. Trudno przecenić znaczenie tego "drugiego początku" w dziejach - zarówno pod względem politycznym, narodowo-społecznym, jak i kościelnym. Tutaj rozpoczęło się pisanie jakiegoś wielkiego rozdziału historii naszych narodów, a także dziejów chrześcijaństwa, które - zwłaszcza po chrzcie Litwy - w tych narodach zostało trwale zakorzenione.


Nie można też zapominać, że na przestrzeni wielu wieków dzieje te były naznaczone porozumieniem, przymierzem i unią, współdziałaniem i współtworzeniem - przy całej odrębności tych przecież zróżnicowanych członków wielkiej Rzeczypospolitej. Wspólnym dorobkiem wszystkich - pomimo feudalnych struktur państwa i społeczeństwa - był duch tolerancji i wolności wewnętrznej. W epoce, kiedy na Zachodzie napięcia religijne związane z okresem Reformacji prowadziły do długotrwałych konfliktów, w tym wielonarodowym i wielowyznaniowym organizmie pozostały w mocy słowa ostatniego Jagiellona: "Nie jestem panem waszych sumień".


To wszystko trzeba mieć przed oczyma także i w wieku XX, także i w perspektywie trzeciego tysiąclecia po Chrystusie.

Chodzi tu bowiem o wartości, które muszą przetrwać w życiu każdego z narodów dawnej Rzeczypospolitej - również i teraz, gdy zmierzają one (za wschodnią granicą współczesnej Polski) do odbudowy swych własnych autonomii i suwerenności. Nie możemy zapomnieć, że te wartości i zasady były kiedyś wspólnie tworzone. Stanowią więc dla każdego z naszych narodów dorobek i własność równocześnie rodzimą, własną, a przecież wspólną.


Tu, na tym miejscu, trzeba w sposób szczególny prosić Pana dziejów przez pośrednictwo świętych patronów Polski, Litwy i Rusi, aby to dobro, które łączy, zawsze okazywało się mocniejsze od wszystkiego, co w ciągu dziejów, a zwłaszcza w czasach ostatnich, różniło i dzieliło - czasem aż do przelewu krwi. I niech na to wszystko - na całą naszą teraźniejszość i przyszłość - nadal patrzą macierzyńskie oczy Maryi z Jej starożytnego obrazu w katedrze lwowskiej, gdzie król Jan Kazimierz po doświadczeniach "potopu" składał swe historyczne śluby w 1656 r.


4. Tak. Ogromna jest wymowa tej lubaczowskiej prokatedry.

Znaczenie jej jeszcze powiększył fakt, że w ostatnich miesiącach roku ubiegłego zostały tutaj złożone doczesne szczątki śp. kardynała Władysława Rubina.


To inny jeszcze wymiar symbolu, który kryje w sobie ta świątynia. Zmarły w Rzymie po długiej i uciążliwej chorobie kardynał wrócił na miejsce, z którego rozpoczęła się jego życiowa wędrówka w czasie drugiej wojny światowej. Rozpoczął ją jako jeden z tylu rodaków deportowanych w głąb Związku Radzieckiego, by z kolei wraz z armią generała Andersa wyruszyć na Zachód. Droga powołania kapłańskiego, zapoczątkowana we Lwowie, dojrzała w Libanie, aby przygotować przyszłego biskupa Polaków na emigracji oraz pierwszego sekretarza generalnego Synodu Biskupów i w pewnym sensie organizatora tej doniosłej instytucji Kościoła po Soborze Watykańskim II.

Oto inny wymiar symbolu, który tutaj musi się zarysować. I dobrze, iż ten człowiek - symbol Polski walczącej i cierpiącej, Polski rozproszonej po świecie, a równocześnie symbol wkładu i uczestnictwa Polski w dziele współczesnej odnowy Kościoła i chrześcijaństwa - dobrze, że ten symbol związał się z lubaczowską prokatedrą.


5. "O Boże, rozważamy Twoją łaskawość we wnętrzu Twojej świątyni. Jak imię Twe, Boże, tak i chwała Twoja sięga po krańce ziemi. Prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości. (...) Obchodźcie Syjon dokoła, policzcie jego baszty (...) by opowiedzieć przyszłym pokoleniom, że Bóg jest naszym Bogiem na wieki" (Ps 48[47],10-11.13-15).

poniedziałek, 8 lutego 2021

"Aby zachować swą tożsamość, aby utrzymać serdeczną więź rodzinną, aby nie ulec słabości, musicie być ludźmi modlitwy. W modlitwie znajdować siłę i moc w chwilach osamotnienia i tęsknoty."

 Homilia wygłoszona do ludzi morza

Gdynia, 1987-06-11


1. Benedicite maria et flumina, Domino. „Błogosławcie Pana morza i rzeki. Błogosław Pana wszystka ziemio” (por. Dn 3, 78. 74).

Trzeba, ażeby na tym miejscu odezwał się kantyk całego stworzenia, które oddaje chwałę Stwórcy. Trzeba, ażeby przemówiły głosem chwały rzeki i morze.

A przede wszystkim ta rzeka, która nieopodal stąd kończy swój bieg, uchodząc do Bałtyku. Wisła — rzeka wszystkich ziem polskich, rzeka naszych dziejów. Od stuleci — zanim jeszcze imię Polski pojawiło się w annałach historii — ona już toczyła swoje wody od Karpat, od śląskich Beskidów, gdzie ma swe źródła, aż dotąd.

Rzeka, milczący świadek życia pokoleń, ich rodzenia się i umierania. Ich twórczych wysiłków związanych z gruntowaniem wszystkiego, co Polskę stanowi. Ich zmagań, czasem zmagań na śmierć i życie, ażeby utrzymać i zabezpieczyć to, co ojczyste, co jest wspólnym dorobkiem i wspólnym dziedzictwem. Wisła...

Bądź błogosławiona, rzeko! Ucz nas twoją wiernością dla naszej ziemi błogosławić Ojca, który jest w niebie.


2. I bądź błogosławione ty, morze, które jesteś przeznaczeniem Wisły, naszej rzeki — tak jak królestwo Boże jest przeznaczeniem ludzi żyjących na tej ziemi.

Morze... Przemawia ono do człowieka szczególną mową. Jest to naprzód mowa bezkresu. Oto od ujścia Wisły otwiera się dal, wyznaczona taflą Bałtyku, bezkresna dal, której końca oko ludzkie nie dosięga.

Ogrom wody jakby bardziej jednolity od obszarów ziemi. Obszar nie zamieszkany i niemieszkalny, a równocześnie obszar szeroko otwarty, który człowieka przyzywa. Przyzywa ludzi. Przyzywa narody. Ci, którzy idą za tym wezwaniem, nazywają się ludźmi morza. Nasz naród niejednokrotnie w historii rozliczał się z tego wyzwania: czy poszedł za nim? Czy dostatecznie na nie odpowiadał? Czy szukał w nim zabezpieczenia swego bytu i swoich praw wśród wszystkich narodów globu?

 

    3. Oto bowiem poprzez tę dal, która się otwiera przed oczyma człowieka stojącego na brzegu, z kolei przed oczyma żeglarza wśród morskich przestrzeni, prowadzi droga do wielu na świecie miejsc, do krajów i kontynentów. Do wielu ludów i narodów.

    Wezwanie mórz spotyka się z losami wszystkich ziem zamieszkanych. Nie tylko rozdziela te ziemie i utrzymuje w oddali, w odległości — ale także łączy.

    Tak. Morze mówi człowiekowi o potrzebie szukania się nawzajem. O potrzebie spotkania i współpracy. O potrzebie solidarności. Międzyludzkiej i międzynarodowej.


    Jakże doniosły jest fakt, że to właśnie słowo „solidarność” zostało wypowiedziane tutaj, nad polskim morzem. Że zostało wypowiedziane w nowy sposób, który równocześnie potwierdza jego odwieczną treść.


    Czyż przyszłość człowieka na całej ziemi, pośród wszystkich lądów i mórz nie przemawia za potrzebą tej właśnie treści? Czy świat — wielka i stale rosnąca rodzina ludzka — może trwać i rozwijać się wśród rosnących przeciwieństw Zachodu względem Wschodu? Północy względem Południa? a tak właśnie jest podzielony i zróżnicowany nasz współczesny świat.

    Czy przyszłość, lepsza przyszłość, może wyrosnąć z narastania różnic i przeciwieństw na drodze wzajemnej walki? Walki systemu przeciw systemowi, narodu przeciw narodowi — wreszcie: człowieka przeciw człowiekowi!


    W imię przyszłości człowieka i ludzkości trzeba było wypowiedzieć to słowo „solidarność”. Dziś płynie ono szeroką falą poprzez świat, który rozumie, że nie możemy żyć wedle zasady: „wszyscy przeciw wszystkim”, ale tylko wedle zasady: „wszyscy z wszystkimi”, „wszyscy dla wszystkich”.

    4. To słowo zostało wypowiedziane tutaj, w nowy sposób i w nowym kontekście. I świat nie może o tym zapomnieć. To słowo jest waszą chlubą, ludzie polskiego morza. Ludzie Gdańska i Gdyni, Trójmiasta, którzy żywo macie w pamięci wydarzenia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nie możemy w świecie współczesnym iść dalej naprzód, popędzani imperatywem zawrotnych zbrojeń, bo to oznacza perspektywę wojen i samozniszczenia. Właśnie: nie tylko wzajemnego zniszczenia. Zbiorowego samozniszczenia.


    I nie możemy iść dalej naprzód — nie może być mowy o żadnym postępie, jeżeli w imię społecznej solidarności nie będą respektowane do końca prawa każdego człowieka. Jeżeli nie znajdzie się w życiu społecznym dość przestrzeni dla jego talentów i inicjatywy. A nade wszystko dla jego pracy.


    Tu, nad brzegiem Bałtyku, wypowiadam więc i ja to słowo, tę nazwę „solidarność”, ponieważ należy ono do stałego przesłania społecznej nauki Kościoła. W tym duchu przemawiali Ojcowie i teologowie. Stąd się zrodziły encykliki społeczne ostatniego stulecia, a w czasach ostatnich nauczanie Soboru oraz obu współczesnych papieży, Jana i Pawła, między innymi również Janowa encyklika o pokoju Pacem in terris.


    Solidarność musi iść przed walką. Wówczas ludzkość może przetrwać. I może przetrwać i rozwijać się każdy naród w wielkiej ludzkiej rodzinie. Bo co to znaczy solidarność? Solidarność to znaczy sposób bytowania wielości ludzkiej, na przykład narodu, w jedności, w uszanowaniu wszystkich różnic, wszystkich odmienności, jakie pomiędzy ludźmi zachodzą, a więc jedność w wielości, a więc pluralizm, to wszystko mieści się w pojęciu solidarności. Sposób bytowania ludzkiej wielości mniejszej lub większej, całej ludzkości, poszczególnego narodu, bytowania w jedności godnej człowieka.


    Powiedziałem: solidarność musi iść przed walką. Dopowiem: solidarność również wyzwala walkę. Ale nie jest to nigdy walka przeciw drugiemu. Walka, która traktuje człowieka jako wroga i nieprzyjaciela — i dąży do jego zniszczenia. Jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Wtedy bowiem to życie ludzkie na ziemi staje się „bardziej ludzkie”, kiedy rządzi się prawdą, wolnością, sprawiedliwością i miłością.


    Kiedy przed rokiem byłem w Indiach, podszedł do mnie niespodziewanie wnuk wielkiego Mahatmy Gandhiego i powiedział mi: „Dziękujemy ci za twoją Ojczyznę, za Polskę”. Dlaczego tak powiedział wnuk niestrudzonego obrońcy praw człowieka i niepodległości swojego olbrzymiego narodu? Nie pytałem o wyjaśnienie, nie zdążyłem nawet w tłumie. Jednakże czuję potrzebę podzielenia się tymi słowami z wszystkimi w Polsce — one są do nas wszystkich powiedziane — a zwłaszcza z wami, ludźmi morza, bo wy chyba najlepiej znacie drogę do Indii.

    Przybywając tutaj, nad morze, do Gdyni i Gdańska, miałem głęboką powinność powiedzenia tego wszystkiego, przeprowadzenia tej podstawowej analizy. Myślę, że nawet gdyby ten papież, który przybył do was, nie był Polakiem, też musiałby to uczynić. To tak ważne zagadnienie.


    5. Wymowa morza. Przemawia ono bez słów. Przemawia językiem bezkresnej dali. Przemawia także językiem głębi.

    Nad morzem św. Augustyn prowadził swe rozważania na temat niezgłębionej tajemnicy, jaką jest Bóg — i tej tajemnicy, jaką jest człowiek. Ludzka dusza. „Pytałem morza i przepaści, i pełzających w nich żywych istot. Odpowiedziały: «Nie jesteśmy twoim Bogiem. Szukaj ponad nami«” (św. Augustyn, Wyznania). Abyssus abyssum invocat — przepaść wzywa przepaści.


    Człowiek współczesnej cywilizacji zagrożony jest chorobą powierzchowności, niebezpieczeństwem spłycenia. Trzeba pracować dla odzyskania głębi — tej głębi, która właściwa jest ludzkiej istocie. Tej głębi, która wzywa jego umysł i serce, podobnie jak morze wzywa. Jest to właśnie głębia prawdy i wolności, sprawiedliwości i miłości. Głębia pokoju.


    Nad Morze Galilejskie, co prawda niewielkie pod względem obszaru, prowadzi nas też dzisiejsza Ewangelia. Apostołowie byli rybakami, ludźmi morza, więc Chrystus często przebywał wraz z nimi nad morzem — i pośród morza.

    Morze stało się więc szczególnym miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Miejscem, którego dotknęła stopa Zbawiciela świata. Miejscem, na którym został zapisany istotny rozdział historii zbawienia.

    6. W tym kontekście pragnę zwrócić się obecnie ze słowem szczególnym do ludzi morza. Do wszystkich, którzy żyją wzdłuż wybrzeży Bałtyku, również i w krajach ościennych — ale w sposób szczególny do was, ludzie polskiego morza. A zarazem wszyscy na świecie ludzie morza pływający pod polską banderą.


      Mam na myśli rybaków, marynarzy, stoczniowców i wszystkich, którzy pracują w portach lub na pokładach kutrów, statków pasażerskich i handlowych wszelkiego typu, którzy służą na okrętach wojennych czy łodziach podwodnych. Związaliście wasze życie i życie waszych rodzin z morzem. Ono ma decydujący wpływ na realizację waszego powołania ludzkiego i chrześcijańskiego, na kształtowanie waszej osobowości i waszych postaw.

      Praca wasza, ciesząca się zasłużonym uznaniem społeczeństwa, to ciężki trud, wymagający wielu ofiar i wyrzeczeń: częstej i długiej nieraz rozłąki z rodziną i przyjaciółmi; wymagający hartu ducha, odwagi, męstwa, solidarnej współpracy w obliczu niebezpieczeństwa i trudności. Morze jest niejako warsztatem waszej codziennej pracy. Bywa ono niekiedy groźne i niebezpieczne. Każdego roku pochłania, jak wiecie, wiele ofiar. Ileż powoduje tragedii rodzinnych! Wspomnijmy dziś wszystkich zmarłych, a także osierocone rodziny w naszej modlitwie.


      Morze pozwala lepiej zrozumieć ludzką słabość, ograniczoność, i wszechmoc Boga, dostrzec wartość ziemi, potrzebę drugiego człowieka, docenić więź rodzinną i wartość wspólnoty, także wspólnoty parafialnej i środowiska osób bliskich.

      Niejednemu z was potęga i bezkres morza ułatwia kontakt z Bogiem. Znane jest powiedzenie: „Kto nie umie się modlić, niech wypływa na morze!”


      Aby zachować swą tożsamość, aby utrzymać serdeczną więź rodzinną, aby nie ulec słabości, musicie być ludźmi modlitwy. W modlitwie znajdować siłę i moc w chwilach osamotnienia i tęsknoty.


      Dobrze, że ludzie morza mogą słuchać co niedzielę Mszy św. specjalnie transmitowanej dla nich z Gdańska, że mogą w niej uczestniczyć; dobrze, że istnieje specjalne Duszpasterstwo Ludzi Morza w Gdyni i w Gdańsku; dobrze, że w Gdyni działa od czterech lat przy kościele Ojców Redemptorystów klub „Stella Maris”. Wiem też, że polscy marynarze korzystają z duszpasterskich ośrodków rozsianych po całym globie. Wyrażam radość z dobrej opinii, jaką cieszycie się już w tych placówkach.

      Pamiętajcie, że jesteście ambasadorami własnego narodu i rzecznikami wartości, którymi on żyje. Wymaga to od was zdecydowanej postawy moralnej w zetknięciu z wpływami ateistycznymi, z falami zepsucia i deprawacji.


      Zwracam się teraz do tych, którzy na wasz powrót wyczekują nieraz całymi miesiącami: do matek i ojców, żon, córek i synów, przyjaciół i znajomych. Niech w waszych domach panuje duch chrześcijański, Chrystusowy pokój, miłość i wzajemne zaufanie. Duchowa, modlitewna więź niech łagodzi tęsknotę rozłąki i stwarza szczególne poczucie pewności, które ułatwia pracę i pomaga przezwyciężyć trudności.

       

        7. Przemawiając do ludzi morza, pragnę równocześnie zwrócić się do tych, którzy żyją na Przymorzu — i na Pomorzu.

        Mieszkańcy Wybrzeża Gdańskiego i Pomorza stanowią zwartą wspólnotę, która w oparciu o doświadczenia historii, o tradycje polskie i wartości przyniesione tu przez ludzi z Wileńszczyzny czy Polski centralnej, kształtuje współczesne oblicze tego obszaru.


        Nie mogę jednak nie zwrócić się dziś w sposób szczególny do potomków prasłowiańskich, lechickich Pomorzan, do drogich nam wszystkim Kaszubów, którzy do dzisiaj zachowali swoją etniczną tożsamość i swoją mowę o słowiańskim rdzeniu.


        Wiem, że Kaszubi zawsze byli i pozostali wierni Kościołowi. Tu, na Kaszubach, w okresie Reformacji i w okresie rozbiorów, obrona katolicyzmu złączyła się nierozerwalnie z obroną polskości. W latach przed pierwszą wojną światową duchowni zapoczątkowali ożywioną pracę samokształceniową i spółdzielczą wśród rybaków i chłopów kaszubskich, mającą na celu obronę przed germanizacją. Także świeccy działacze kaszubscy łączą obronę polskości z religią. Słynny Antoni Abraham często zaczynał rozmowę od słów: „Jeśli jesteś Polakiem i wierzysz w Boga...” Ten sam motyw przewija się w twórczości wybitnych kaszubskich poetów. Hieronim Jarosz Derdowski napisał w jednym z utworów: „Czujce tu ze serca toni skład nasz apostolści: Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polści” (O panu Czorlińscim, co do Pucka po sece jachoł); on też kończy refren hymnu kaszubskiego tak dobrze nam znanymi słowami: „My trzymamy z Bogiem!” Aleksander Majkowski mawiał: „Z Polską łączą nas krew, dzieje i Kościół jeden”.


        Nic więc dziwnego, że kiedy w czasie drugiej wojny światowej obie wartości: polskość i wiara zostały zagrożone, Kaszubi, jak zresztą i cały kraj, natychmiast zorganizowali obronę. Gryf Kaszubski — Gryf Pomorski — Gdańscy Harcerze Szarych Szeregów — ileż te nazwy mówią nam wszystkim!


        Drodzy bracia i siostry Kaszubi! Strzeżcie tych wartości i tego dziedzictwa, które stanowią o waszej tożsamości.

        Was wszystkich, wasze rodziny i wszystkie wasze sprawy składam u stóp Matki Chrystusa, czczonej w wielu sanktuariach na tej ziemi, a zwłaszcza w Sianowie i w Swarzewie, gdzie od lat czterystu otacza was opieką jako „Królowa polskiego morza”. Cieszę się, że jest tu z nami na tym spotkaniu.

        8. Raduję się też, że dane mi jest w dniu dzisiejszym znaleźć się nad polskim morzem, na Pomorzu Gdańskim, na terenie całego Trójmiasta.

        Jako pierwszą pozdrawiam Gdynię. Chociaż rosłem na ziemi polskiej daleko stąd, to jednak mogę powiedzieć, że rosłem równolegle z tym miastem, które stało się poniekąd symbolem naszej drugiej niepodległości. Wraz z całym moim narodem nie przestaję żywić wdzięczności dla tych, którzy to miasto, ten port bałtycki, tworzyli tutaj od podstaw, poniekąd z niczego. Mam na myśli zwłaszcza wielkiego Polaka, inżyniera Eugeniusza Kwiatkowskiego, a wraz z nim wszystkich jego współpracowników. Byli oni przedstawicielami tego pokolenia, które po wiekach na nowo zrozumiało, że dostęp do morza jest elementem konstytutywnym niepodległości Polski. Jednym z elementów bardzo doniosłych. Gdynia stała się więc wyrazem nowej woli życia narodu. Wyrazem przekonywającym i skutecznym.


        Z tej Gdyni, dynamicznie rozwijającej się po ostatniej wojnie, serdecznie witam i pozdrawiam cały Kościół chełmiński, jego pasterza, biskupa Mariana, biskupów pomocniczych, pozdrawiam też wszystkich naszych gości — kardynałów i biskupów, większość z Polski, ale niektórzy z Rzymu; pozdrawiam duchowieństwo, rodziny zakonne męskie i żeńskie, pielgrzymów z diecezji warmińskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej, gdańskiej, a także wszystkich przedstawicieli Krajowego Duszpasterstwa Ludzi Morza.


        Diecezja chełmińska wiele wycierpiała w czasie drugiej wojny światowej i poniosła wiele ofiar. Straciła ponad trzystu pięćdziesięciu kapłanów. Tysiące jej synów i córek spoczywa w zbiorowych mogiłach w Piaśnicy koło Wejherowa, w Lesie Szpęgawskim koło Stargardu, w Mniszku pod Świeciem, w Dolinie Śmierci koło Chojnic. Iluż mieszkańców tych ziem zginęło w obozie śmierci w Sztutowie-Stutthofie! Wspominamy wszystkich i wszystkich ogarniamy modlitwą o wieczne odpocznienie i światłość w Bogu.


        9. Krocząc po falach Morza Galilejskiego, Jezus mówi do apostołów: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt 14, 27).

        A potem każe Piotrowi przyjść do siebie poprzez morską taflę, pokonując odległość i głębię, nieodstępne atrybuty morza.

        A gdy Piotr się uląkł na skutek silnego wiatru i zaczął tonąć, zawołał: „Panie, ratuj mnie!” (Mt 14, 30). Chrystus podał mu rękę ze słowami: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” (Mt 14, 31).


        Pragnę, drodzy bracia i siostry, ażeby to wydarzenie biblijne znad Morza Galilejskiego pozostało z wami, ludzie Bałtyku, polskiego morza i polskiego Pomorza.

        Zastanawiajcie się nad nim w kontekście naszych dziejów, w kontekście wydarzeń naszego stulecia, w kontekście tych ostatnich, osiemdziesiątych lat...

        Jezus mówi: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” „Czemuś zwątpił? Ja jestem...”

        „Panie, ratuj!” — „Ja jestem”.

        W imieniu całej naszej historii, w imieniu całej historii tej ziemi: Pomorza, Przymorza, polskiego morza odpowiadamy wraz z Szymonem Piotrem.

        Ty jesteś.

        „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (Mt 14, 33).


        Na zakończenie spotkania Jan Paweł II powiedział:

        Chciałem podziękować za wszystkie dary, które tutaj zostały mi wręczone. Można te wszystkie dary ująć w jednym słowie: „dar Pomorza”. Wiemy, że to jest także nazwa statku, który ma swoją tradycję w dziejach polskiego morza. Piękna nazwa, ponieważ zawiera w sobie ogromną treść. Mówi o tym wszystkim, czym Pomorze i morze jest dla naszej Ojczyzny. Dar Pomorza. Mówi o całej waszej trudnej historii, a równocześnie o tej historii niezłomnej, o tym przetrwaniu na przestrzeni stuleci i całego tysiąclecia. Ja, który dzisiaj tutaj z łaski Bożej mogłem przybyć, pragnę wam podziękować za ten dar w imieniu Kościoła — bo przybywam jako pasterz Kościoła, ale także w imieniu naszej wspólnej Ojczyzny — bo przybywam jako Polak do swoich rodaków. Za to wszystko, co się wyraża w słowie „dar Pomorza” — Bóg zapłać!


        I jeszcze jedno muszę wspomnieć: wśród tych licznych darów, które otrzymałem, był jeden, szczególnie wzruszający. Mianowicie — nigdy jeszcze takiego daru nie otrzymałem — monstrancja za cukierki. Dzieci wasze odmawiały sobie cukierków, żeby za te pieniążki, które z tego wstrzymania się od cukierków zaoszczędziły, zakupić i ofiarować — monstrancję dla misji. Monstrancja za cukierki. Bardzo dziękuję tym dzieciom! a ponieważ wiem, że dzieci lubią cukierki, więc myślę, że teraz, kiedy już ten „dar Pomorza”, monstrancję za cukierki złożyły, to niech sobie trochę tych cukierków pojedzą.


        Nie chcę przedłużać — ale jeszcze jedno chcę powiedzieć. Jest jeszcze, dla mnie osobiście, dodatkowy motyw radości, że tutaj mogliśmy się spotkać, że tu jestem: no cóż, ja nie jestem człowiekiem morza, ja z rodu jestem człowiekiem gór, z drugiej strony Polski. Jeżeli w te strony kierowały się moje kroki, to raczej ku jeziorom niż ku morzu. Dzisiaj wreszcie przychodzę nad morze, wyznaję to moje zaniedbanie, że tu mało chodziłem i pragnę to odkupić. Właśnie dlatego, żeby to odkupić, to moje zaniedbanie życiowe — mam teraz morzem pojechać do Gdańska. Tak ustanowili. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

        sobota, 30 stycznia 2021

        " Staję tu pośród was jako zwiastun prawdy i nadziei. Pragnę raz jeszcze wezwać was, byście pozwolili oświecić się przez Chrystusa, byście przyjęli bez zastrzeżeń blask jego prawdy, aby wszyscy mogli wejść na drogę jedności przez miłość i solidarność, unikając wszelkich form izolacji i konfrontacji, które są sprzeczne z wolą Boga-Miłości."

         Msza św.  na Placu Rewolucji im. Josè Marti

        Hawana, 1998-01-25


        1. «Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie!» (Ne 8, 9). Z wielką radością przewodniczę Mszy św. na placu im. José Martí w dzisiejszą niedzielę — w dniu Pańskim, który należy poświęcić odpoczynkowi, modlitwie i rodzinie. Słowo Boże wzywa nas, byśmy wzrastali w wierze i radowali się obecnością Zmartwychwstałego wśród nas, jako że «wszyscyśmy (...) w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało» (1 Kor 12, 13) — mistyczne Ciało Chrystusa, którym jest Kościół. Jezus Chrystus jednoczy wszystkich ochrzczonych. On jest źródłem braterskiej miłości między katolikami kubańskimi, jak i między tymi, którzy żyją gdziekolwiek indziej, ponieważ są oni «Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami» (1 Kor 12, 27). Dlatego Kościół na Kubie nie jest samotny ani izolowany, ale stanowi część Kościoła powszechnego, żyjącego na całym świecie.


        2. Witam serdecznie kard. Jaime Ortegę, pasterza tej archidiecezji, i dziękuję mu za słowa wypowiedziane na początku liturgii, w których zechciał przedstawić mi rzeczywistość waszej wspólnoty kościelnej i jej dążenia. Pozdrawiam też obecnych tu kardynałów, przybyłych z różnych stron świata, a także mych braci biskupów z Kuby i innych krajów, którzy zechcieli wziąć udział w tej uroczystej liturgii. Serdecznie witam kapłanów, zakonników i zakonnice oraz tak licznie zgromadzonych wiernych. Każdego z was zapewniam o mojej życzliwości i bliskości w Chrystusie. Z szacunkiem witam pana prezydenta Fidela Castro Ruza, który również zechciał wziąć udział w tej Mszy św.

        Dziękuję też za obecność przedstawicielom władz państwowych, którzy są dziś tutaj; jestem im wdzięczny za okazaną pomoc.


        3. «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym (...) niósł dobrą nowinę» (Łk 4, 18). Każdy sługa Boży powinien we własnym życiu realizować te słowa, wypowiedziane przez Jezusa w Nazarecie. Dlatego stając pośród was, pragnę ogłosić wam dobrą nowinę nadziei, jaką pokładamy w Bogu. Jako sługa Ewangelii, przynoszę wam to orędzie miłości i solidarności, które Jezus Chrystus przez swoje przyjście ofiarował ludziom wszystkich czasów. Nie jest to żadna ideologia ani nowy system ekonomiczny czy polityczny, ale droga prawdziwego pokoju, sprawiedliwości i wolności.


        4. Nowe systemy ideologiczne i ekonomiczne, jakich wiele pojawiało się w ciągu ostatnich dwóch stuleci, przyczyniły się do upowszechnienia konfrontacji jako metody działania, gdyż już w swoich programach kryją zalążki konfliktu i rozłamu. Wywarło to głęboki wpływ na ich wizję człowieka i jego relacji z innymi. Niektóre z tych systemów próbowały sprowadzić religię do rzędu spraw ściśle prywatnych, pozbawiając ją wszelkiego wpływu i znaczenia społecznego. W tym kontekście wypada przypomnieć, że nowoczesne państwo nie może czynić z ateizmu ani z religii elementów swojego systemu politycznego. Państwo, dalekie od wszelkiego fanatyzmu lub skrajnego sekularyzmu, winno kształtować spokojny klimat społeczny oraz odpowiednie prawodawstwo, które pozwoli każdemu człowiekowi i każdej wspólnocie religijnej swobodnie żyć swoją wiarą, wyrażać ją na arenie publicznej oraz dysponować odpowiednimi środkami i przestrzenią, aby wnosić w życie narodu swoje bogactwo duchowe, moralne i społeczne.


        Z drugiej strony znów pojawia się w wielu miejscach pewna forma kapitalistycznego neoliberalizmu, który chce sobie podporządkować człowieka i uzależnia rozwój narodów od ślepych procesów rynkowych, oddziałując ze swoich ośrodków władzy na kraje mniej zamożne i nakładając na nie nieznośne ciężary. Narzuca się czasem tym krajom niemożliwe do zrealizowania programy gospodarcze, uzależniając od tego udzielenie dalszej pomocy. Skutek jest taki, że we wspólnocie narodów nieliczni bogacą się ponad wszelką miarę kosztem postępującego zubożenia wielu, przez co bogaci stają się coraz bogatsi, a ubodzy coraz ubożsi.

        5. Drodzy bracia, Kościół jest znawcą spraw ludzkich. Dlatego stając w obliczu tych systemów, krzewi kulturę miłości i życia, przywracając ludzkości wiarę w to, że miłość przeżywana w jedności, jakiej pragnął Chrystus, ma moc przemieniającą. Trzeba do niej dążyć drogą pojednania, dialogu i braterskiego otwarcia się na bliźnich, na wszystkich bliźnich. To nauczanie można nazwać Ewangelią społeczną Kościoła.


        Kościół, spełniając swą misję, głosi światu nową sprawiedliwość, sprawiedliwość Królestwa Bożego (por. Mt 6, 33). Przy różnych okazjach poruszałem już tematykę społeczną. Trzeba nadal mówić o tych sprawach, dopóki na świecie dzieje się choćby najmniejsza niesprawiedliwość, w przeciwnym bowiem razie Kościół nie byłby wierny misji powierzonej mu przez Jezusa Chrystusa. Stawką jest tu człowiek, konkretna osoba. Chociaż zmieniają się czasy i okoliczności, zawsze są ludzie, którzy potrzebują głosu Kościoła, aby inni mogli dostrzec ich lęki, ich cierpienia i nędzę. Ktokolwiek żyje w takich warunkach, może być pewien, że nie dozna zawodu, bo Kościół jest z nim, a Papież ogarnia swoim sercem i słowem otuchy każdego, kto cierpi niesprawiedliwość.


        Odpowiadając na oklaski zgromadzonych, Ojciec Święty powiedział:

        Nie jestem przeciwny oklaskom, bo kiedy klaszczecie, Papież może sobie trochę odpocząć.

        Nauczanie Jezusa zachowuje w pełni swoją moc u progu roku 2000. Pozostaje w mocy dla każdego z was, drodzy bracia. Dążąc do sprawiedliwości Królestwa, nie możemy zatrzymywać się w obliczu trudności i niezrozumienia. Gdy wezwanie Nauczyciela do sprawiedliwości, do służby i miłości zostaje przyjęte jako Dobra Nowina, serce człowieka się rozszerza, zmienia się sposób myślenia i rodzi się kultura miłości i życia. Na tym polega wielka przemiana, której społeczeństwo potrzebuje i na którą czeka: będzie się ona mogła dokonać dopiero wówczas, gdy nastąpi nawrócenie serc wszystkich, jest ono bowiem warunkiem niezbędnych przemian w strukturach społeczeństwa.


        6. «Duch Pański (...) posłał Mnie, abym (...) więźniom głosił wolność, (...) abym uciśnionych odsyłał wolnymi» (Łk 4, 18). Dobrej Nowinie Jezusa musi towarzyszyć orędzie wolności, opartej na mocnym fundamencie prawdy: «Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli» (J 8, 31-32). Prawda, o której mówi Jezus, to nie tylko intelektualne poznanie rzeczywistości, ale także prawda o człowieku i jego transcendentnej naturze, o jego prawach i obowiązkach, o jego wielkości i ograniczeniach. Jest to ta sama prawda, którą Jezus głosił w czasie swego życia na ziemi i potwierdził przed Piłatem, a także — przez swoje milczenie — przed Herodem; jest to ta sama prawda, która doprowadziła Go do zbawczego krzyża i chwalebnego zmartwychwstania.


        Wolność nie oparta na prawdzie oddziałuje na człowieka w taki sposób, że czasem staje się on przedmiotem — miast być podmiotem — w swoim środowisku społecznym, kulturowym, ekonomicznym i politycznym, a tym samym nie ma żadnej możliwości osobistego rozwoju. Kiedy indziej znów wolność ma charakter indywidualistyczny i nie bierze pod uwagę wolności innych, przez co zamyka człowieka w egoizmie. Zdobycie wolności połączonej z odpowiedzialnością jest zadaniem, które musi podjąć każdy człowiek. Dla chrześcijan wolność dzieci Bożych to nie tylko dar i zadanie: jej osiągnięcie jest też bezcennym świadectwem oraz autentycznym wkładem w proces wyzwolenia całego rodzaju ludzkiego. Wyzwolenie to nie ogranicza się do aspektu społecznego i politycznego, gdyż jej najpełniejszym wyrazem jest wolność sumienia — podstawa i warunek wszelkich innych praw człowieka.


        Odpowiadając na okrzyki zgromadzonych: «Papież jest wolny i chce, byśmy wszyscy byli wolni», Ojciec Święty dodał:

        Tak, żyje w tej wolności, do której wyzwolił was Chrystus.

        Dla wielu istniejących dzisiaj systemów politycznych i ekonomicznych największym problemem jest nadal takie połączenie wolności i sprawiedliwości społecznej, wolności i solidarności, aby żadna z nich nie została zepchnięta na drugi plan. W tym kierunku zmierza wysiłek refleksji oraz propozycje nauki społecznej Kościoła, która stara się wyjaśniać i godzić ze sobą niezbywalne prawa każdej osoby oraz potrzeby społeczeństwa, tak aby człowiek mógł zaspokoić swoje najgłębsze aspiracje i w pełni się zrealizować, zgodnie ze swoją kondycją dziecka Bożego i obywatela. Katolicy powinni się do tego przyczyniać, stosując w praktyce nauczanie społeczne Kościoła w różnych środowiskach, otwartych na wszystkich ludzi dobrej woli.

        7. W dzisiejszej ewangelii mowa jest o ścisłym związku między sprawiedliwością a prawdą. To samo dostrzegamy też w światłej myśli ojców waszej ojczyzny. Sługa Boży o. Félix Varela, ożywiany chrześcijańską wiarą i wiernością wobec posługi kapłańskiej, zasiewał w sercu narodu kubańskiego ziarna sprawiedliwości i wolności, marząc, że kiedyś wydadzą one plon w wolnej i niepodległej Kubie.


        Doktryna José Martí o wzajemnej miłości wszystkich ludzi ma głębokie korzenie ewangeliczne i dzięki temu przezwycięża pozorny konflikt między wiarą w Boga a miłością ojczyzny i służbą jej sprawie. Pisze Martí: «Religia Nazarejczyka — czysta, bezinteresowna, prześladowana, dręczona, pełna poezji i prostoty — urzeka wszystkich ludzi uczciwych. (...) Każdy naród powinien być religijny. Nie tylko jest religijny ze swej istoty, ale wręcz powinien być religijny dla własnej korzyści. (...) Naród pozbawiony religii umrze, ponieważ nie ma w nim żadnego oparcia dla cnoty. Ludzka niesprawiedliwość gardzi cnotą, trzeba zatem, aby ujęła się za nią sprawiedliwość niebieska».


        Jak wiecie, Kuba ma duszę chrześcijańską, która ukształtowała jej uniwersalne powołanie. Kuba jest powołana do wyrwania się z izolacji, musi otworzyć się na świat, a świat musi otworzyć się na Kubę, na jej naród, na jej dzieci, które stanowią niewątpliwie jej największy skarb. Nadeszła godzina, by wejść na nowe drogi, jakich domaga się czas odnowy, który obecnie przeżywamy na progu trzeciego tysiąclecia ery chrześcijańskiej!


        8. Drodzy bracia: Bóg dał waszemu narodowi prawdziwych formatorów świadomości narodowej, głoszących jasno i konsekwentnie wiarę chrześcijańską jako najsolidniejsze oparcie dla cnoty i miłości. Dzisiaj biskupi wraz z kapłanami, zakonnikami, zakonnicami i wiernymi świeckimi starają się budować mosty, aby przybliżyć do siebie umysły i serca, zaprowadzając i umacniając pokój, przygotowując cywilizację miłości i sprawiedliwości. Staję tu pośród was jako zwiastun prawdy i nadziei. Pragnę raz jeszcze wezwać was, byście pozwolili oświecić się przez Chrystusa, byście przyjęli bez zastrzeżeń blask jego prawdy, aby wszyscy mogli wejść na drogę jedności przez miłość i solidarność, unikając wszelkich form izolacji i konfrontacji, które są sprzeczne z wolą Boga-Miłości.


        Niech Duch Święty oświeci swoimi darami tych, którzy sprawują odpowiedzialne funkcje wśród tego ludu, bliskiego mojemu sercu. Niech Matka Boża Miłosierdzia z El Cobre, Królowa Kuby, wyjedna swoim dzieciom dar pokoju, postępu i szczęścia.

        Ten dzisiejszy wiatr jest bardzo znamienny, bo wiatr symbolizuje Ducha Świętego. Spiritus spirat ubi vult. Spiritus vult spirare in Cuba. Te ostatnie słowa wypowiedziałem po łacinie, bo Kuba jest także krajem o tradycji łacińskiej: Ameryka Łacińska, Kuba łacińska, język łaciński! Spiritus spirat ubi vult et vult Cubam. Do zobaczenia!


        wtorek, 26 stycznia 2021

        "Należy poświęcić odpowiednią uwagę zarówno obowiązkom państwa, jak i rodziny w budowaniu rzeczywistej solidarności między pokoleniami.(...)W żadnym wieku człowiek nie przestaje być ojcem albo matką, synem albo córką. Ciąży na nas szczególna odpowiedzialność nie tylko za tych, których obdarzyliśmy życiem, ale także za tych, od których ów dar otrzymaliśmy."

         Przemówienie do uczestników sesji plenarnej Papieskiej Akademii Nauk Społecznych

        Rzym, 2004-04-30


        Eminencje, Ekscelencje, szanowni Członkowie Akademii,

        1. Serdecznie witam wszystkich zgromadzonych z okazji 10-lecia Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Dziękuję nowej prezes Akademii, pani prof. Mary Ann Glendon, i składam jej najlepsze życzenia z okazji rozpoczęcia tej posługi. Jednocześnie pragnę wyrazić wdzięczność prof. Edmondowi Malinvaudowi za jego zaangażowanie w prace Akademii, zwłaszcza w zakresie badań nad tak złożonymi problemami jak praca i bezrobocie, formy społecznej nierówności oraz demokracja i globalizacja. Jestem wdzięczny również bpowi Marcelo Sanchezowi Sorondowi za wysiłki, jakie podejmuje, aby rezultaty prac Akademii były udostępniane szerokiej publiczności za pośrednictwem nowoczesnych środków przekazu.


        Przemiany w stosunkach międzypokoleniowych

        2. Temat, nad którym obecnie pracujecie, czyli stosunki międzypokoleniowe, jest ściśle związany z prowadzonymi przez was badaniami nad zjawiskiem globalizacji. W przeszłości było oczywiste, że dorosłe dzieci otaczają opieką swoich rodziców. W rodzinie była urzeczywistniana podstawowa forma solidarności międzypokoleniowej. Istniała solidarność małżeńska, która oznaczała, że małżonkowie wiążą się ze sobą na dobre i na złe i zobowiązują się do wzajemnej opieki do końca życia. Ta solidarność małżonków obejmowała później dzieci, bowiem wychowanie potomstwa wymagało silnej i trwałej więzi między rodzicami. Z tego z kolei rodziła się solidarność między dorosłymi dziećmi i ich starzejącymi się rodzicami.


        W dzisiejszych czasach różnorodne czynniki powodują istotne przemiany w stosunkach międzypokoleniowych. W wielu regionach świata ulega osłabieniu związek małżeński, częstokroć postrzegany obecnie jako zwykły kontrakt zawierany przez dwoje ludzi. Na skutek presji społeczeństwa konsumpcyjnego rodziny więcej troski poświęcają pracy i różnym formom aktywności społecznej niż domowi. Dzieci niekiedy postrzegane są przez rodziców, zanim jeszcze przyjdą na świat, jako przeszkoda na drodze do samorealizacji bądź jako jeden z możliwych wyborów. Wszystko to wywiera wpływ na stosunki międzypokoleniowe, bowiem wiele dorosłych dzieci uważa, że opieka nad ich starszymi rodzicami należy do państwa bądź szeroko pojętego społeczeństwa. Również nietrwałość więzi małżeńskiej w niektórych kręgach społecznych jest przyczyną zjawiska polegającego na tym, że coraz częściej dorosłe dzieci oddalają się od rodziców i obarczają innych wypełnianiem naturalnego obowiązku oraz Bożego przykazania, by czcić ojca i matkę.


        Trudna sytuacja ludzi starszych

        3. Zważywszy na to, że solidarność ma fundamentalne znaczenie dla budowania zdrowych społeczności ludzkich (por. Sollicitudo rei socialis, 38-40), zachęcam was do badań nad tymi istotnymi zjawiskami; wyrażam nadzieję, że przyczynią się one do lepszego zrozumienia potrzeby solidarności międzypokoleniowej, która jednoczy pojedyncze osoby i grupy, tworząc ubogacające więzi, i skłania do wzajemnej pomocy. Jestem przekonany, że wasze badania w tej dziedzinie wniosą cenny wkład w rozwój nauki społecznej Kościoła.


        Szczególnej uwagi wymaga trudna sytuacja wielu ludzi starszych, która różni się w zależności od kraju i regionu (por. Evangelium vitae, 44; Centesimus annus, 33). Wiele osób w podeszłym wieku nie ma wystarczających środków do życia lub odpowiednich zasiłków, niektóre z nich są chore, inne czują się już niepotrzebne bądź wstydzą się tego, że potrzebują szczególnej opieki, a zbyt liczne czują się po prostu opuszczone. Te kwestie będą nabierać coraz większej wagi, ponieważ liczba osób starszych wciąż rośnie, a społeczeństwo starzeje się na skutek spadku przyrostu naturalnego.


        Rola rodziny

        4. Każde pokolenie i każda grupa społeczna ma do odegrania właściwą sobie rolę w poszukiwaniu rozwiązania owych problemów. Należy poświęcić odpowiednią uwagę zarówno obowiązkom państwa, jak i rodziny w budowaniu rzeczywistej solidarności między pokoleniami. Władze państwowe, w poszanowaniu zasady pomocniczości (por. Centesimus annus, 48), muszą uznać, że indywidualizm — jak już dowiodły wasze badania — może wywrzeć poważny wpływ na stosunki między pokoleniami. Zaś rodzina, będąca źródłem i fundamentem społeczności ludzkiej (por. Apostolicam actuositatem, 11; Familiaris consortio, 42), odgrywa niezastąpioną rolę w budowaniu solidarności międzypokoleniowej. W żadnym wieku człowiek nie przestaje być ojcem albo matką, synem albo córką. Ciąży na nas szczególna odpowiedzialność nie tylko za tych, których obdarzyliśmy życiem, ale także za tych, od których ów dar otrzymaliśmy.

        Drodzy członkowie Akademii, życzę wam powodzenia w tej ważnej pracy i modlę się o obfite Boże błogosławieństwo dla was i dla waszych bliskich.